NEWS
Monika Pyrek (MKL Szczecin), która w środę weźmie
udział w mityngu Pedro's Cup w Warszawie, straciła nadzieję
na odnalezienie tyczek. Wicemistrzyni świata i Europy szuka
ich od ponad tygodnia.
"Siedem tyczek nadałam 19 sierpnia w Berlinie.
Liniami Easy Jet miały dolecieć do Nicei, bo następnego
dnia miałam mityng w Monaco. Niestety, nie dotarły na
miejsce. Ponoć wysłano je przez Londyn, ale ta informacja
jak na razie nie potwierdziła się. Potem startowałam w
Brukseli, jednak i tam również nie było moich tyczek.
Straciłam już nadzieję na ich odnalezienie, chyba że
poskutkuje mój apel ktokolwiek widział, ktokolwiek
wie..." - powiedziała Monika Pyrek.
"Dziwna to sprawa, bo przecież pakiet tyczek to nie
plecak, który może się gdzieś zawieruszyć. Jeśli nie
odnajdą się, Easy Jet wypłaci mi odszkodowanie w kwocie
zaledwie 500 euro, a tyle kosztuje jedna tyczka" -
dodała zawodniczka.
Przypomniała przy tej okazji, że taki sam los spotkał
klubowego kolegę, Przemysława Czerwińskiego w 2002 roku.
Nadane wówczas do stolicy Jamajki Kingston tyczki na
mistrzostwa świata juniorów do dziś nie odnalazły się.
W środowym mityngu Monika Pyrek będzie miała do
dyspozycji sprzęt z Leverkusen od grupy jej menedżera
Marka Osenberga, dwie swoje rezerwowe i pożyczone od
wicemistrzyni olimpijskiej z Sydney, reprezentantki
Australii Tatiany Grigoriewej.
"Tatiana ma więcej szczęścia. Ona, ja i Niemka
Nastja Ryjikh razem nadałyśmy tyczki w Berlinie 19
sierpnia, ale tylko Grigoriewej dotarły do Nicei. Nie
ukrywam, że jestem przygnębiona, bo miałam dobrze
dopasowany sprzęt. Chciałam na koniec sezonu poprawić
rekord życiowy. Nie poddaję się, będę próbować, ale z
pewnością przyjdzie mi trudniej pokonywać poprzeczkę"
- podkreśliła Monika Pyrek.
W środowym konkursie skoku o tyczce na stadionie Orła w
Warszawie, który rozpocznie się o godzinie 16.35, w udział
weźmie m.in. rekordzistka świata (5,01), Rosjanka Jelena
Isinbajewa.